Święta powoli dobiegają końca. Wobec tego zapytajmy się siebie samych: Ile w tym wszystkim było tego co ważne: Boga, rodziny, przeżywania razem z rodziną i radowania się tym, że to do nas i dla nas Bóg zstąpił na ziemię; a ile tego co powinno być na drugim planie: szał€ zakupów, 3 dni gotowania potraw świątecznych, wystrajania choinki i domu tydzień przed świętami. kupowania nowych strojów, talerzy, obrusów i przesiadywania przed telewizorem.
Co roku ten sam scenariusz. Od listopada zastanawianie sie co kupić. Potem wystrajanie choinek, domów. A potem nerwy, kłótnie. Jeszcze spowiedź w międzyczasie, szybka, byle by zdążyć do następnego sklepu. Następnie święta, już trochę przejedzone w związku z tym, co się działo przez 2 miesiące. Wigilia, pasterka, potem jeszcze czas na rodzinę, jakiś wyjazd i wracamy do porządku dziennego. Czy nie zatraciliśmy w tym wszystkim Boga, radości z jego przyjścia? Wydaje mi się, że zatracamy coraz bardziej. Tylko Pan Jezus w żłóbeczku taki sam. I On ciągle przychodzi i rodzi się w nas. Musimy to tylko zrozumieć.
Dzisiaj akurat w związku, żę zawsze w niedziele po Bożym Narodzeniu jest niedziela Świętej Rodziny, no i w tym roku wypada w św. Szczepana, w kościołach był dzisiaj zarówno chrzty, jak i odnowienia przyrzeczeń małżeńskich. Pięknie wyglądało, kiedy wszyscy mężowie obecni w kościele naraz odnowili swoje przyrzeczenia, trzymając żonę za rękę, a potem żony. A potem wrócili do domów i pewnie znowu w wielu domach były kłótnie, krzyki, płacz, niezrozumienie.
I jeszcze chrzty. Jedna dziewczyna pół mszy robiła zdjęcia. to z tej strony, to z profilu, zbliżenie na dziecko, na rodziców, tu uchwycić moment chrztu. tu jeszcze tak, a tu jeszcze jedna słit focia. I to wszystko stojąc tyłem do ołtarza. PO mszy każda rodzina (kilka chrztów było) obowiązkowo musiała wykonać sesje przy szopce, przy choinkach, kazdy musiał mieć zdjęcie z dzieckiem. A nikt nie przyklęknął przed tabernakulum, kiedy przechodził z jednej strony kościoła na drugą. Powstrzymałem się, żeby podejść i grzecznie powiedzieć kilka słów, jednak teraz tego żałuję. A przecież chrzest to SAKRAMENT. i to się liczy, a nie zbliżenie, jak dziecko się krzywi.
W tym pędzie świata warto się czasem zatrzymać i pomyśleć, co jest dla mnei ważne. Nie liczą się marności światowe, chociaż tak mocno je przeżywamy, ale liczy się Bóg. NIe możemy się spodziewać łatwego życia z Bogiem, bo takie nie będzie, Będą sukcesy i porażki, radości i smutki. Ale warto oddać swoje życie Bogu i razem z nim iść przez życie. I radować się, że Jezus po to przyszedł z nieba na ziemię, by do nieba wynieść ludzkie plemię.
Pozdrawiam
niedziela, 26 grudnia 2010
czwartek, 16 grudnia 2010
Everybody lies...
Everybody lies, jak mawiał dr House (którego jestem zresztą wielkim fanem). Przypomniałem sobie dzisiaj te słowa i muszę mu przyznać rację. Wszyscy kłamią. Kłamiemy w szkole, w domu, kłamiemy bratu, cioci, rodzicom, kolegom, nauczycielom, pracodawcom. Ileż to wymówek mają uczniowie, by usprawiedliwić sobie nieobecność w szkole? Ciągle kłamiemy i to w żywe oczy. Szlag mnie trafia, kiedy prosto w twarz ktoś potrafi kłamać, byle by ci tylko wsadzić nóż w plecy. Nie potrafimy być szczerzy. Mamy w dupie drugiego człowieka, myślimy tylko o sobie, kłamiemy by nam było lżej.
House może i jest szorstki, ktoś powie, że jest dupkiem, ale nie owija w bawełnę. Mówi o czymś takie, jakie to jest. Podobnie i ja. Ktoś się na mnie obrazi, będzie miał do mnie jakieś wąty - trudno, jego problem. Może nie wszyscy lubią szczerość, ale ja taki jestem. Ktoś jest debilem, to mu powiem to w twarz i lubię, gdy ktoś ze mną jest szczery.
Pamiętam, jak byłem mały, rodzice ukrywali przede mną informację o operacji brata. Często rodzice próbują swoje dzieci chronić, kłamiąc. ale czy nie lepiej nauczyć dziecko życia, szczerego życia, a nie uczyć je kłamać? Prawda bywa niewygodna. A niewygodną prawdę próbuję się ubarwić, zmienić. I tak np. prawda o mordzie katyńskim była ukryta na ponad 50 lat. I tak dzisiaj dzieje się na każdym kroku w polityce. Szczyt zakłamania. Posłowie-oszuści skutecznie wciskają nam coraz to kolejne hity, cuda, programy i co im tylko do głowy przyjdzie. A ludzie w to wierzą. Czasami nie wiem, czy ludzie są tacy durni, czy to przypadek. Coraz bardziej skłaniam się ku pierwszemu. A więc, drodzy czytelnicy, bądźmy szczerzy wobec innych i wobec siebie. Pozdrawiam
House może i jest szorstki, ktoś powie, że jest dupkiem, ale nie owija w bawełnę. Mówi o czymś takie, jakie to jest. Podobnie i ja. Ktoś się na mnie obrazi, będzie miał do mnie jakieś wąty - trudno, jego problem. Może nie wszyscy lubią szczerość, ale ja taki jestem. Ktoś jest debilem, to mu powiem to w twarz i lubię, gdy ktoś ze mną jest szczery.
Pamiętam, jak byłem mały, rodzice ukrywali przede mną informację o operacji brata. Często rodzice próbują swoje dzieci chronić, kłamiąc. ale czy nie lepiej nauczyć dziecko życia, szczerego życia, a nie uczyć je kłamać? Prawda bywa niewygodna. A niewygodną prawdę próbuję się ubarwić, zmienić. I tak np. prawda o mordzie katyńskim była ukryta na ponad 50 lat. I tak dzisiaj dzieje się na każdym kroku w polityce. Szczyt zakłamania. Posłowie-oszuści skutecznie wciskają nam coraz to kolejne hity, cuda, programy i co im tylko do głowy przyjdzie. A ludzie w to wierzą. Czasami nie wiem, czy ludzie są tacy durni, czy to przypadek. Coraz bardziej skłaniam się ku pierwszemu. A więc, drodzy czytelnicy, bądźmy szczerzy wobec innych i wobec siebie. Pozdrawiam
poniedziałek, 13 grudnia 2010
Rocznica wprowadzenia stanu wojennego
Jak ogólnie wiadomo, dziś 29. rocznica wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. To czas czołgów na ulicach, czas ludzi maltretowanych, torturowanych a nawet zabijanych, to czas niszczenia "Solidarności", która nigdy potem już się nie odrodziła. Jako że mam 19 lat, nie mogę pamiętać tamtego okresu. Wielu pewnie twierdzi, że nie mogę się wobec tego wypowiadać w tym temacie. Jednak dziś panuje wielka znieczulica. Nie obchodzi nas Polska, nasza Ojczyzna, nie obchodzi nas, co się dzieje w naszym kraju. Dlatego jest tak jak jest.
Wracając do tematu. Buszując dzisiaj w internecie natknąłem się na sondę pt:"Czy uważasz, że wprowadzenie stanu wojennego było słuszną decyzją?" Ku mojemu zdziwieniu, 52% ankieterów uważa, że tak. Więc zastanawiam się: czy to wina nieustannej manipulacji ze strony mediów czy raczej ludzkiej zatwardziałości? Spotykam się z opiniami, że gdyby nie stan wojenny, to ZSRR wkroczył by do naszego państwa, a do dzisiaj mówilibyśmy po rusku. Możę i by wkroczył, ale zastanówmy się, dlaczego? Po to, by zniszczyć "Solidarność", czy Polskę? Jaruzelski postanowił sam zgładzić przeciwników komunizmu. A dzisiaj jest członkiem RBN, zresztą większość komunistów dzisja piastuje ważne urzędy w państwie. CitqwMówiąc, zę stan wojenny to słuszna decyzja, zapominamy o tych, którzy zginęli lub byli represjonowani w tamtym okresie. Jak można popierać zło? Nie pamiętać o starciach MO ze zwykłymi mieszkańcami miast. o wjeżdzającyh w ludzi czołgach, o stzrelaniu do cywilów z armatek wodnych, o wtrąconych do więzieniów, o godzinie milicyjnej, o wielogodzinnych oczekiwaniach w kolejkach do sklepów. W tamtym okresie wychodziliśmy na ulice razem, a dziś popieramy tamtych zbrodniarzy i wiecznie sie kłócimy. Polaku! Czy zapomniałeś już całkiem, kim dla Ciebie jest Ojczyzna? Kim jest Bóg? Gdzie się podziała Twoja miłość do Polskii, Twój patriotyzm? Polaku! Pokochaj swoją Ojczyznę! Bo to Twoja Ojczyzna! To ja i Ty, to nasze być i nasze mieć. Nazywa się Polska.
"I dlatego - zanim stąd odejdę, proszę Was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością - taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym". (Ojciec Święty Jan Paweł II)
http://www.youtube.com/watch?v=fp8UsxCitqw
Wracając do tematu. Buszując dzisiaj w internecie natknąłem się na sondę pt:"Czy uważasz, że wprowadzenie stanu wojennego było słuszną decyzją?" Ku mojemu zdziwieniu, 52% ankieterów uważa, że tak. Więc zastanawiam się: czy to wina nieustannej manipulacji ze strony mediów czy raczej ludzkiej zatwardziałości? Spotykam się z opiniami, że gdyby nie stan wojenny, to ZSRR wkroczył by do naszego państwa, a do dzisiaj mówilibyśmy po rusku. Możę i by wkroczył, ale zastanówmy się, dlaczego? Po to, by zniszczyć "Solidarność", czy Polskę? Jaruzelski postanowił sam zgładzić przeciwników komunizmu. A dzisiaj jest członkiem RBN, zresztą większość komunistów dzisja piastuje ważne urzędy w państwie. CitqwMówiąc, zę stan wojenny to słuszna decyzja, zapominamy o tych, którzy zginęli lub byli represjonowani w tamtym okresie. Jak można popierać zło? Nie pamiętać o starciach MO ze zwykłymi mieszkańcami miast. o wjeżdzającyh w ludzi czołgach, o stzrelaniu do cywilów z armatek wodnych, o wtrąconych do więzieniów, o godzinie milicyjnej, o wielogodzinnych oczekiwaniach w kolejkach do sklepów. W tamtym okresie wychodziliśmy na ulice razem, a dziś popieramy tamtych zbrodniarzy i wiecznie sie kłócimy. Polaku! Czy zapomniałeś już całkiem, kim dla Ciebie jest Ojczyzna? Kim jest Bóg? Gdzie się podziała Twoja miłość do Polskii, Twój patriotyzm? Polaku! Pokochaj swoją Ojczyznę! Bo to Twoja Ojczyzna! To ja i Ty, to nasze być i nasze mieć. Nazywa się Polska.
"I dlatego - zanim stąd odejdę, proszę Was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością - taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym". (Ojciec Święty Jan Paweł II)
http://www.youtube.com/watch?v=fp8UsxCitqw
niedziela, 12 grudnia 2010
Bieszczady
Cały dzisiejszy dzien chodziła mi po głowie myśl, by napisać o Bieszczadach. A więc do dzieła... Co takiego jest w tych górach, że zostały owiane tyloma legendami?
Bieszczady. Przez lata góry dzikie, niedostępne. Podróżnicy wędrujący przez malownicze połoniny, czy wzdłuż doliny górnego Sanu, byli tam skazywani tylko na siebie. Ostoja dzikich zwierząt, rzadkich gatunków, które znalazły miejsce niezniszczone ludzkością. Mężczyźni, samotnicy, wędrowcy, szukający sensu życia, pragnący odnaleźć swoje "Dzikie serce" docierali właśnie tam. Człowiek mógł tam poczuć prawdziwe życie. Dziś, kiedy w każdej chwili możemy sobie pozwolić na wyjazd Bieszczady utraciły trochę ze swej dzikości. Jednak nie utraciły tego, co sprawiło, że stały się legendą - niesamowitego klimatu.
Na ostatnich wakacjach byłem całe 2 tygodnie w sercu Bieszczad - Lutowiskach. Przeżywałem tam rekolekcje oazowe. Przebywajac tam przez tyle czasu miałem okazję do spotkania się z Bogiem. Mogłem tez podziwiać to Boże stworzenie, jakim są góry. Wychodząc na spacer na punkt widokowy, z którego rozpościera się zapierający dech w piersiach widok najwyższych szczytów Bieszczad, obserwując orła, który krąży ponad światem, by w końcu zanurkować po swoją ofiarę, oddychając świeżym, górskim powietrzem, patrzeć na pasące się owce czy hucuły, przeżywając wschód słońca na bieszczadzkich szczytach, pijąc wodę z ożywczego strumienia, zachwycając się przepięknymi kolorami bieszczadzkiej jesieni.
I tylko czekam z utęsknieniem na cieplejsze dni, by znów założyć buty, kapelusz, plecak i ruszyć w podróż po bieszczadzkich szlakach.
Bieszczady. Przez lata góry dzikie, niedostępne. Podróżnicy wędrujący przez malownicze połoniny, czy wzdłuż doliny górnego Sanu, byli tam skazywani tylko na siebie. Ostoja dzikich zwierząt, rzadkich gatunków, które znalazły miejsce niezniszczone ludzkością. Mężczyźni, samotnicy, wędrowcy, szukający sensu życia, pragnący odnaleźć swoje "Dzikie serce" docierali właśnie tam. Człowiek mógł tam poczuć prawdziwe życie. Dziś, kiedy w każdej chwili możemy sobie pozwolić na wyjazd Bieszczady utraciły trochę ze swej dzikości. Jednak nie utraciły tego, co sprawiło, że stały się legendą - niesamowitego klimatu.
Na ostatnich wakacjach byłem całe 2 tygodnie w sercu Bieszczad - Lutowiskach. Przeżywałem tam rekolekcje oazowe. Przebywajac tam przez tyle czasu miałem okazję do spotkania się z Bogiem. Mogłem tez podziwiać to Boże stworzenie, jakim są góry. Wychodząc na spacer na punkt widokowy, z którego rozpościera się zapierający dech w piersiach widok najwyższych szczytów Bieszczad, obserwując orła, który krąży ponad światem, by w końcu zanurkować po swoją ofiarę, oddychając świeżym, górskim powietrzem, patrzeć na pasące się owce czy hucuły, przeżywając wschód słońca na bieszczadzkich szczytach, pijąc wodę z ożywczego strumienia, zachwycając się przepięknymi kolorami bieszczadzkiej jesieni.
I tylko czekam z utęsknieniem na cieplejsze dni, by znów założyć buty, kapelusz, plecak i ruszyć w podróż po bieszczadzkich szlakach.
czwartek, 9 grudnia 2010
Pierwszy raz
Taaak.... Każdy ma w swoim życiu pierwszy raz. Pierwszy raz w szkole, w pracy, pierwsze spotkanie z dziewczyną. No i pierwszy post w blogu:) Nadszedł i czas na mnie, by swoje wszelkie myśli przelać na tego oto bloga. Wiec może po krótce o mnie: Mam na imię Piotrek. Jestem Katolikiem. Niepoprawny romantyk, waleczny buntownik.
Życie każdego człowieka to wędrówka. Wędrówka do sklepu, do szkoły, ale tez wędrówka po miłość. A ja tego ciągle szukam i mam taką cechę charakteru, że lubię często po prostu założyć kaptur na głowę i gdzies ruszyć, na wędrówkę, razem z Panem Bogiem
Nie wiem, o czym będzie ten blog, myslę, że to wykrystalizuje się z biegiem czasu, a jak na pierwszy post tyle Wam, drodzy czytelnicy, musi wystarczyć. Pozdrawiam:)
Życie każdego człowieka to wędrówka. Wędrówka do sklepu, do szkoły, ale tez wędrówka po miłość. A ja tego ciągle szukam i mam taką cechę charakteru, że lubię często po prostu założyć kaptur na głowę i gdzies ruszyć, na wędrówkę, razem z Panem Bogiem
Nie wiem, o czym będzie ten blog, myslę, że to wykrystalizuje się z biegiem czasu, a jak na pierwszy post tyle Wam, drodzy czytelnicy, musi wystarczyć. Pozdrawiam:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

