Nie płacz Ewka - ta piosenka towarzyszy mi już kilka lat i jest jedną z tych, które mogę słuchać bez przerwy. Jednak mialem taki okres, kiedy to pierwszy wers tejze piosenki kojarzył ( choć w sumie nadal mi się kojarzy) z pewną osobą i zdareniami, które złożyły się na okres totalnej olewki całego świata. Jakie było moje zdziwienie, gdy na mojej studniówce orkiestra na zakończenie imprezy zagrała tą piosenkę właśnie. Cociaż jeszcze serce kłuje, gdy słysze tą piosenkę, mam andzieję że zanikną w pamięci przykre sprawy, a pozostaną te piękne, dla których warto żyć. Pozdrawiam
http://www.youtube.com/watch?v=PZ83QIW_vSY
czwartek, 20 stycznia 2011
niedziela, 9 stycznia 2011
Bo zupa była za słona...
Czas cos napisać, bo trochę tu mi blog zarasta. A więc taka historyja mi się zrodziła.
To była piękna niedziela. Wprawdzie wiosna jeszcze nie nadeszła, ale brak chmur na neibie słońce mocno święcące szybko rozpuściły śnieg mozolnie ogrzewały ciała tych, którzy wybrali się na spacer. Marek ugotował razem z tatą obiad i czekał z nim na mamę, która wybrała się w tym czasie do kościoła. Nie wiedział kiedy powiedzieć rodzicom, że wygrał szkolny etap ogólnopolskiego konkursu matematycznego. Chciał się tym pochwalić. Myslał: - wreszcie rodzice bedą ze mnei dumni. Powiem im podczas wspólnego obiadu. - Marek bardzo się starał, by wygrać ten konkurs. Chciał wynagrodzić rodzicom ich trudy, to, że dużo czasu poświęca na kulegó, komputer, a mało na naukę i dla nich. Teraz, kiedy tata wrócił z Francji, gdzie pracował 8 lat, wreszcie wszyscy są razem, brakuje tylko dwójki rodzeństwa, które studiuje daleko od domu. Marek posprawdzał nowiny w internecie, kiedy to nagle usłyszał dźwięk jadących samochodów. To było pewne, że samochody jadą z kościoła. Nie mógł się doczekać powrotu mamy. Kiedy wróciła, tata przygotował talerze, wlał zupy i zaczęli jeść. Marek chciał jakoś zacząc rozmowę, lecz nie przewidział, co się dalej wydarzy. - Trochę słona ta zupa - odezwał sie nagle. Wiedział że troche przesadzili z solą i nie posłuchali mamy,która mówiła, by solić pod koniec gotowania,a nie na początku. - Strasznie słona - powiedziała mama. - mowiłam przecież ci Stefan, żebys solił pod koniec- zaczęła wyraźnie podnosić ton. - Ale ty.. ty nigdy mnie nie słuchasz!!! I tak od 25 lat!!!! Zawsze musisz zrobić cymbale po swojemu!!! Przeciez tego nie da się jeść!!! - po tych słowach wylała zupę do zlewu. Marek nie wiedział co robić. Próbował jakoś bronić tatę, ale mama nie pozwoliła mu dojść do głosu. Tata milczał. Mama tylko westchnęła i odezwała się raz jeszcze: - Jezus Maria!!! - po czym wyszła. Tata dokończył zupę i również w milczeniu wyszedł. Marek popatrzył na dyplom, który trzymał w ręce, by pokazać rodzicom. Był cały zmięty, mokry od potu rąk. Marek wstał, zaniósł go do pokoju i rzucił na sterte różnych mniej lub bardziej ważnych dokumentów. Usiadł przy komputerze i zupełnie rozwalony psychicznie zaczął odreagowywać, rzucając się w wir pornografii. - przepraszam, że się tak zezłościłam - powiedziała mama do taty. - Nie szkodzi słonko, przyzwycziłem se - odparł tata. - Stefan..... - co? - porozmawiaj z Markiem ok? - dobrze, ale wieczorem, teraz mecz oglądam. - Marek zszedł na dół i zaczął se ubierać. - Gdzie idziesz? - zapytał tata. - ide sie przejść - powiedział Marek. w rzeczywistości poszedł pobiegać i wypłakać się. Po powrocie, tata poprosił go o rozmowę. - Marek, co ci jest? - nic.... - no przecież widzę. Mów co ci jest - no bo chodzi o tą kłótnię...- Po twarzy Marka popłynęły łzy - chciałem się wam pochwalić, że wygrałem szkolny konkurs matematyczny, miałem to powiedzieć podczas obiadu, ale pokłóciliście się, a ja zniszczyłem dyplom! . . . .- wykrzyczał wręcz płacząć Marek. - pokaż ten dyplom - powiedział tata. - e, nie ejst taki zniszczony, trzeba go tylko wyprostować. Jeśli chodzi o kłotnię, to wiesz jak to z mamą jest. Przepraszamy. Jesteśmy z ciebie dumni. Jesteś mistrzem wiesz? Naprawdę jestes mistrzem!. - na twarzy Marka pojawił się nieśmiały uśmiech. - Chodź, pokażemy to mamie, ucieszy se, a potem zrobimy placka, albo pogramy w piłkę, przecież jką lubisz, dobrze? - dobrze tato - odparł uśmiechnięty Marek. - No już pędź pochwalić się mamie - Marek pobiegł. Stefan chciał jeszcze sprawdzić pogodę w internecie, ale Marek nie zamnknął strony z pornografią. Ojca zamurowało. Nie wiedział co robić. Powiedzieć mu teraz? Opieprzyć go? A jeśli się od tego uzależnił? A co jeśli..... Setki pytań w głowie Stefana. Zero odpowiedzi. Nie. Nie powie mu teraz. Porozmawia jutro. Niech dzisiaj się cieszy. I nie powie żonie, bo się za mocno zdenerwuje. Załątwią to sami. Tylko żeby nie było za późno. Zeby tylko Marek .......
To była piękna niedziela. Wprawdzie wiosna jeszcze nie nadeszła, ale brak chmur na neibie słońce mocno święcące szybko rozpuściły śnieg mozolnie ogrzewały ciała tych, którzy wybrali się na spacer. Marek ugotował razem z tatą obiad i czekał z nim na mamę, która wybrała się w tym czasie do kościoła. Nie wiedział kiedy powiedzieć rodzicom, że wygrał szkolny etap ogólnopolskiego konkursu matematycznego. Chciał się tym pochwalić. Myslał: - wreszcie rodzice bedą ze mnei dumni. Powiem im podczas wspólnego obiadu. - Marek bardzo się starał, by wygrać ten konkurs. Chciał wynagrodzić rodzicom ich trudy, to, że dużo czasu poświęca na kulegó, komputer, a mało na naukę i dla nich. Teraz, kiedy tata wrócił z Francji, gdzie pracował 8 lat, wreszcie wszyscy są razem, brakuje tylko dwójki rodzeństwa, które studiuje daleko od domu. Marek posprawdzał nowiny w internecie, kiedy to nagle usłyszał dźwięk jadących samochodów. To było pewne, że samochody jadą z kościoła. Nie mógł się doczekać powrotu mamy. Kiedy wróciła, tata przygotował talerze, wlał zupy i zaczęli jeść. Marek chciał jakoś zacząc rozmowę, lecz nie przewidział, co się dalej wydarzy. - Trochę słona ta zupa - odezwał sie nagle. Wiedział że troche przesadzili z solą i nie posłuchali mamy,która mówiła, by solić pod koniec gotowania,a nie na początku. - Strasznie słona - powiedziała mama. - mowiłam przecież ci Stefan, żebys solił pod koniec- zaczęła wyraźnie podnosić ton. - Ale ty.. ty nigdy mnie nie słuchasz!!! I tak od 25 lat!!!! Zawsze musisz zrobić cymbale po swojemu!!! Przeciez tego nie da się jeść!!! - po tych słowach wylała zupę do zlewu. Marek nie wiedział co robić. Próbował jakoś bronić tatę, ale mama nie pozwoliła mu dojść do głosu. Tata milczał. Mama tylko westchnęła i odezwała się raz jeszcze: - Jezus Maria!!! - po czym wyszła. Tata dokończył zupę i również w milczeniu wyszedł. Marek popatrzył na dyplom, który trzymał w ręce, by pokazać rodzicom. Był cały zmięty, mokry od potu rąk. Marek wstał, zaniósł go do pokoju i rzucił na sterte różnych mniej lub bardziej ważnych dokumentów. Usiadł przy komputerze i zupełnie rozwalony psychicznie zaczął odreagowywać, rzucając się w wir pornografii. - przepraszam, że się tak zezłościłam - powiedziała mama do taty. - Nie szkodzi słonko, przyzwycziłem se - odparł tata. - Stefan..... - co? - porozmawiaj z Markiem ok? - dobrze, ale wieczorem, teraz mecz oglądam. - Marek zszedł na dół i zaczął se ubierać. - Gdzie idziesz? - zapytał tata. - ide sie przejść - powiedział Marek. w rzeczywistości poszedł pobiegać i wypłakać się. Po powrocie, tata poprosił go o rozmowę. - Marek, co ci jest? - nic.... - no przecież widzę. Mów co ci jest - no bo chodzi o tą kłótnię...- Po twarzy Marka popłynęły łzy - chciałem się wam pochwalić, że wygrałem szkolny konkurs matematyczny, miałem to powiedzieć podczas obiadu, ale pokłóciliście się, a ja zniszczyłem dyplom! . . . .- wykrzyczał wręcz płacząć Marek. - pokaż ten dyplom - powiedział tata. - e, nie ejst taki zniszczony, trzeba go tylko wyprostować. Jeśli chodzi o kłotnię, to wiesz jak to z mamą jest. Przepraszamy. Jesteśmy z ciebie dumni. Jesteś mistrzem wiesz? Naprawdę jestes mistrzem!. - na twarzy Marka pojawił się nieśmiały uśmiech. - Chodź, pokażemy to mamie, ucieszy se, a potem zrobimy placka, albo pogramy w piłkę, przecież jką lubisz, dobrze? - dobrze tato - odparł uśmiechnięty Marek. - No już pędź pochwalić się mamie - Marek pobiegł. Stefan chciał jeszcze sprawdzić pogodę w internecie, ale Marek nie zamnknął strony z pornografią. Ojca zamurowało. Nie wiedział co robić. Powiedzieć mu teraz? Opieprzyć go? A jeśli się od tego uzależnił? A co jeśli..... Setki pytań w głowie Stefana. Zero odpowiedzi. Nie. Nie powie mu teraz. Porozmawia jutro. Niech dzisiaj się cieszy. I nie powie żonie, bo się za mocno zdenerwuje. Załątwią to sami. Tylko żeby nie było za późno. Zeby tylko Marek .......
Subskrybuj:
Posty (Atom)