Szczerze to zaczynam powoli oczekiwać. Na przewrót. Na rewolucję. Na powrót autentyczności. Na powrót prawdziwej Polski. To, co się dzieje ostatnimi czasy, przechodzi ludzkie pojęcie. Do sejm weszli: gej, baba-chłop(takie "niewiadomoco"), były ksiądz i wiele osób, które nie powinny się tam znaleźć. Ludzie(?) naparzają się w centrum Warszawy w dzień niepodległości. Wiele osób próbuje usunąć z życia publicznego wszelkie symbole naszej kultury, wiary, narodowośći ( chociażby nie tak dawna walka o krzyż czy jeszcze "pachnąca nowością" sprawa Orła na koszulkach polskiej reprezentacji w piłce nożnej). Czasem sam nie wiem, co o tym myśleć. Jak można chodzić do kościoła, a potem zaraz naparzać się w jeden z najważniejszych dni dla naszego narodu w roku? Albo jak można opowiadać bzdet o tym, że symbole nic nie znaczą, że autorytety się nie liczą, wogóle po co takie coś nam potrzebne. A i zapomniałem. Przecież wszędzie trzeba "szukać kompromisu dla dobra Polski" jak to zwykł mawiać pan prezydent.
Załóżmy w takim razie taką sytuację (oczywiście wg. obecnych standardów światopoglądowych). Mam syna. Posyłam go do szkoły. Potem chłopak idzie do liceum. Oczywiście kompromisowo i na zasadzie równouprawnienia chodzi do szkoły z gejami. Razem z nimi się uczy, chodzi na w-f, przebiera się itd. Oczywiście od podstawówki uczy się edukacji seksualnej, nie uczy się religii, ale tego jak uprawiać seks, by jego dziewczyna nie zaszła w ciążę lub w razie nieplanowanej ciąży, jak takową usunąć. Oczywiście nie może dyskryminować gejów pod groźbą kary. A może zechce zmienić płeć? Nie ma sprawy. O wierze, symbolach, autorytetach też się nie mówi. Bo po co. Chcesz kraść? Nie ma sprawy. Brać narkotyki? Nic złego w tym nie ma. Zabijać? Pewnie, czemu nie, miłe doświadczenie. Historia kończy się tym, że mój syn zostaje odizolowany od społeczeństwa. Bo został wychowany po katolicku. Bo ma zasady. Bo nie idzie na kompromis.
Być może trochę schematycznie i niespójnie opisałem tę historię. Ale myślę, że przesłanie ma. Wybaczcie, ale w dupie mam takie kompromisy. I w dupie mam dzisiejszy światopogląd. Czy wszyscy musimy żyć jak stado, które bezmyślnie przyjmuje wszystko, co się im powie? Każdy przecież ma swój rozum. I to nieustanne czepianie się Kościoła. Przepraszam. Kleru katolickiego. Bo tak się przecież teraz mówi prawda? A nie, przepraszam. To wszystko wina pisiorów. Ten kryzys, bezrobocie, sprzedawanie wszystkiefo co się da. No i ten oszołom Kaczyński. Zdjąć krzyżz sali sejmowej!! Zdjąć krzyż ze szkół!! Zdjąć krzyż ze wszystkeigo co się da!! Nie. Nie kler katolicki, tylko Kościół. nie pisiory, tylko wina tych, ktzórzy rządzą. Wszystkich, bez wyjątku. Nie zdejmować krzyża, a uszanować tradycję!!
Nie wszystek stracę. Dlaczego taki tytuł? Bo pewnie w głębi serca wielu z nas ma już dość tego wszystkiego. Ma ochotę wyjechać z tego kraju. Wielu wyjeżdża. Ale też wielu zostaje i żyje nadzieją na zmianę. Nie wszystek stracę opuszczająć ten kraj. Ale go nei opuszczę. Bo tu się urodziłem, tu żyję, to jest MÓJ kraj, moja POLSKA. Kocham ją i chcę ją zmienić. By naprawdę żyło się nam lepiej. W Polsce. Nie postkomunie. Kto chce zmienić ten kraj?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz